Kup bilet
AZS Logo
Indykpol Polmlek Logo Damix Logo
Olsztyńska siatkówka wpisała się w historię krajową i międzynarodową
Marta Panasiuk
2015-11-13 22:15:00
Zdjęcie do aktualności
AZS ostatni tytuł mistrza Polski zdobył pod wodzą Andrzeja Grygołowicza - utytułowany trener, od 57 lat związany z kortowską siatkówką. Przy okazji obchodów 65-lecia AZS rozmawiamy z współtwórcą największych sukcesów naszego Klubu.

AZS Olsztyn to znana i szanowana marka w kraju. 65 lat bogatej historii. Jak sekcja piłki siatkowej wpisuje się w historię całego AZS-u Olsztyn?

Andrzej Grygołowicz: — Sekcja siatkówki wpisała się złotymi głoskami w 65-leciu istnienia AZS. Od samego początku była to czołowa sekcja – najpierw przy Wyższej Szkole Rolniczej, później przy Akademii Rolniczo-Technicznej, a dzisiaj przy Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. Kortowska siatkówka zaczynała karierę od gry na powietrzu, na boiskach przy akademikach. Z czasem, po rozgrywkach w klasie A, siatkarska drużyna awansowała do II i I ligi. Osiągając sukcesy na arenie krajowej - 22 medale mistrzostw Polski, w tym 5 złotych, siedem Pucharów Polski i wielokrotne Akademickie Mistrzostwa Polski – przyszły również osiągnięcia na arenie międzynarodowej. Siatkarze AZS Olsztyn brali udział ośmiu Olimpiadach. Akademicy - Zbigniew Lubiejewski i Mirosław Rybaczewski, zdobyli złote medale Igrzysk Olimpijskich - w 1976 roku w Montrealu. Do tego trzeba dodać sześciu medalistów Mistrzostw Świata, ośmiu mistrzów Europy oraz złotych medalistów Uniwersjady w Buffalo w 1991 roku. Nie należy zapominać również o sukcesach grup młodzieżowych, które w przeciągu 65 lat zdobyły 15 medali. To udowadnia, że kortowska siatkówka wpisała się w historię nie tylko klubową, ale również w krajową i międzynarodową.

 

 

65 lat AZS-u... co przychodzi Panu pierwsze na myśl jak pomyśli Pan o tych minionych latach w AZS-ie? Jak Pan wspomina ten miniony czas?

Szmat czasu minął! Dokładnie mija 57 moich lat w AZS-ie. Najpierw w AZS Poznań, a już od 1960 roku w AZS Olsztyn. Miniony czas  nie był usłany różami, ale mam przeświadczenie, że udało mi się coś zrobić, mimo niejednokrotnych trudności. Wydaje mi się jakby to było wczoraj. Szybko to zleciało…

Jest Pan bardzo utytułowanym trenerem. Który sukces zapadł Panu szczególnie w pamięci?

W mojej 51-letniej karierze trenerskiej jest wiele sukcesów i porażek. Jeżeli położylibyśmy medale różnej  barwy na wadze, to byłoby ich kilka kilogramów. Najbardziej, oczywiście, liczą się medale mistrzowskie, bo te tworzą chlubną historię klubu. Ale w mojej pamięci pozostał awans do I ligi w 1990 roku. Byłem wtedy asystentem I trenera Stanisława Iwaniaka. Piąty dramatyczny, zwycięski 3:2 mecz ze Skrą Bełchatów, która wówczas była wschodzącą gwiazdą polskiej siatkówki. To zwycięstwo otworzyło AZS-owi bramę do serii A I ligi. Satysfakcjonujące jest to, że kadrę zespołu stanowili w przeważającej większości wychowankowie  olsztyńskiego klubu. Olsztyn nie zniknął z mapy ekstraklasy polskiej siatkówki, dzięki długoletniej pracy z grupami młodzieżowymi. Trzeba o tym pamiętać.

 

 

Właśnie, grupy młodzieżowe - mimo wielu sukcesów na swoim koncie, Pan jako trener, nie spoczywa na laurach i nadal prowadzi siatkarzy i drużynę AZS UWM Olsztyn. Jak porównałby Pan zmiany pokoleniowe, które nastąpiły w środowisku siatkarskim?

Od ośmiu sezonów pracuję z zespołem siatkarzy, którzy uczestniczą w rozgrywkach II ligi. Rok 2000 był początkiem ligi zawodowej w Polsce, w związku z czym nastąpił podział na siatkówkę profesjonalną, którą reprezentuje Indykpol AZS i amatorską reprezentowaną przez AZS UWM. Mimo odmiennych warunków organizacyjno-finansowych w  tych dwóch grupach, amatorzy grający w II lidze, dobrze łączą studiowanie z codziennym  treningiem i zawodami. Zmiany pokoleniowe dotknęły nie tylko sport, ale i inne dziedziny życia społecznego, co znalazło swoje odbicie w podejściu do sportu. Kibiców, studentów widać coraz mniej na zawodach. Myślę, że mają teraz wiele innych interesujących zajęć.

 

 

Pięć lat temu w Plebiscycie na Siatkarza 60-lecia AZS, został wybrany Mirosław Rybaczewski. Jakich zawodników wyróżniłby Pan dzisiaj, przy okazji 65-lecia?

W klubie AZS Olsztyn występowało wielu świetnych zawodników, ale niejednokrotnie zbyt krótko, aby ich nobilitować z okazji 65-lecia Klubu. Dzisiaj, do wyróżnionych dodałbym Stanisława Zduńczyka który nie uzyskał uznania w plebiscycie na Siatkarza 60-lecia AZS Olsztyn. Myślę, że młodzi kibice siatkówki nie mogli pamiętać występów popularnego „Zduna” - reprezentanta Polski, medalisty mistrzostw Europy, olimpijczyka na przełomie lat 60 i 70-tych. Myślę, że jeszcze Paweł Zagumny, grający w latach 2003-2009, czołowy rozgrywający świata, zapewne znalazłby się na moim podium.

A jako trener, szkoleniowiec – który zawodnik zapadł Panu wyjątkowo w pamięci?

W tak długim okresie czasu zapadło mi w pamięci wielu zawodników i osób związanych z siatkówką. Pamiętam jak Stasiu Zduńczyk podczas turnieju o wejście do I ligi w 1961 roku,  skręcił staw skokowy. Nie wyobrażał sobie, że nie zagra w następnym spotkaniu, w związku z czym przez pół nocy szył sobie specjalny but, by wystąpić w czekającym go spotkaniu. Stasiu zagrał i weszliśmy do I ligi. Trzech braci Nalazków - Włodzimierz, Ireneusz i Tomasz grało w zespole AZS w 1975 roku i nie sposób ich nie zapamiętać. Nie pamiętam, aby w zespole I ligowym grało aż trzech braci i to o tak bardzo odmiennych cechach charakterologicznych. W tym miejscu chciałbym wspomnieć, że w mojej pamięci pozostanie trener Leszek Dorosz, twórca kortowskiej siatkówki, z którym pracowałem początkowo jako zawodnik, a później trener przez 19 lat. W mojej pamięci pozostanie niezapomniana postać prof. Wiktora Wawrzyczka, pierwszego prezesa AZS, który swoim autorytetem wyrobił sportowcom uczelni prawo do poważnego traktowania ich zainteresowań poza naukowych.

Szycie buta przez zawodnika, to ciekawa historia. Pamięta Pan jakieś inne zabawne lub niespotykane wydarzenia z życia siatkarskiego zespołu, z którym można byłoby podzielić się z kibicami?

W roku 1978 siatkarze AZS Olsztyn wyjechali do Belgii na tradycyjny turniej pod nazwą „Europa”. Nie sam turniej, a powrót z niego pozostanie na długo w pamięci. Zamiast planowanego powrotu 31 grudnia w godzinach porannych, siatkarze zjawili się dwa dni później. Wszystkich zaskoczył w Berlinie silny mróz. Temperatura spadła poniżej -20 stopni. Nasz wagon, bez ogrzewania, został odstawiony na bocznicę, aby czekać  na spóźniony parowóz z Polski. Wtedy pamiętam, że w ruch poszły gazety, aby owinąć nogi, unikając odmrożeń. Po dużych perypetiach, bez jedzenia i picia, przyszło spędzić siatkarzom Sylwestra w pociągu. Cała podróż trwała 65 godzin, a więc jeszcze jeden rekord z udziałem siatkarzy AZS Olsztyn (uśmiech).

 

 

Jak widzi Pan przyszłość AZS-u Olsztyn, a w szczególności sekcji piłki siatkowej?

Były trudniejsze czasy i potrafiliśmy z nich wybrnąć. Trzeba korzystać z doświadczeń ludzi, których nie brakuje w Olsztynie. Tradycje trzeba pielęgnować. Olsztyn nie ma takich możliwości jak inne ośrodki, dlatego trzeba z troską stawiać na grupy młodzieżowe. Jak już wcześniej powiedziałem nasi wychowankowie uratowali  AZS Olsztyn przed zniknięciem z mapy polskiej siatkówki.

 


Mistrzowie Polski z 1991 roku

 

 

Andrzej Grygołowicz
Przygodę ze sportem rozpoczął w Poznaniu. W czasie studiów na WSR związał się Klubem AZS Olsztyn i sekcją piłki siatkowej. W Klubie pracuje do dzisiaj. Z zespołem olsztyńskiego AZS zdobył 13 medali mistrzostw Polski oraz trzykrotnie Puchar Polski, pełniąc w sztabie funkcję szkoleniowego. Przeszedł wszystkie szczeble rozgrywkowe - od klasy A do ekstraklasy włącznie. Obecnie jest trenerem klasy mistrzowskiej. W 2007 r. doprowadził drużynę juniorów AZS Olsztyn do tytułu mistrzów Polski. Aktualnie jest trenerem AZS UWM Olsztyn - drużyny, która występuje w II lidze. 

 

 

Aktualności